Wczorajszy koncert, amerykańskiej grupy Red Sparowes udany. Początkowo byłem mocno zdziwiony, że klubem, w którym grali była praska Hydrozagadka, ale jak się później okazało był to strzał w dziesiątkę. Miejsca w sam raz na tylu ludzi ile było. W Proximie ziało by pustkami. Jedynym zarzutem jest brak podwyższonej sceny i słabo było zespół widać.
Jeśli chodzi o muzykę to zagrali świetnie, ale w połowie zacząłem się już trochę nudzić. Co zrobić, taka muzyka. Co prawda mieli wizualizacje, co mocno urozmaicało koncert, ale powinni zainwestować w trochę więcej rzeczy cieszących oko (poza nową gitarzystką). To był mój pierwszy koncert tej grupy, ale na następny już się nie wybiorę. Nie dla tego, że mam coś do zespołu, ale jak już widziałeś jeden to prawdopodobnie widziałeś wszystkie. Takie jest moje zdanie.
Jak słusznie zauważyła moja znajoma, to trochę przypomina set djejski. Kawałki są do siebie podobne i w miarę płynnie przechodzą jeden w drugi. Jeśli ktoś Red Sparowes jeszcze nie widział to polecam.
Wczoraj przed koncertem rozmawiałem z gitarzystą Andym Arahoodem, więc niedługo do przesłuchania będzie wywiad.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz